Podróże Dziennik Podroznika Trzytygodniowy rajd po Chinach

Dziennik podróżnika

Opis mojego wpisu

lis 08
2010

Trzytygodniowy rajd po Chinach

Dodany przez: yanki

Tagi: wyprawy , podroze

yanki

Decyzja

Syn po skończeniu studiów dostał prezent od żony - bilety na samolot do Pekinu. Miał lecieć do kolegi z którym studiował. Tuż przed jego wylotem oświadczył nam że chyba zostanie tam dłużej, załatwił sobie staż w firmie chińskiej i będzie zdobywać doświadczenie.

W następnym roku stwierdziliśmy że jedynym sposobem by z nim trochę "pobyć" to odwiedzić go w chinach.

Decyzja zapadła, pozostało zaplanować nasz wyjazd. Nie chcieliśmy się decydować na biuro podróży gdyż nie mielibyśmy swobody i zbyt mało czasu dla siebie.

Wspólnie z synem ustaliliśmy że poruszać po chinach będziemy się samolotami. Ustaliliśmy główne punkty na mapie które chcemy zobaczyć, rozplanowaliśmy to czasowo (ile dni pozostaniemy w każdym z odwiedzanych miejsc). Pozostało wyruszyć.

Wyruszyliśmy w czerwcu (zdawaliśmy sobie sprawę z tego że to nie najlepszy miesiąc na zwiedzanie Chin). Lot przez Helsinki, nie wyszło najdrożej (oczywiście można było taniej, ale wtedy musielibyśmy się zdecydować na okazjonalne bilety w bliżej nieokreślonym terminie). Zaletą tego lotu było to że na lotnisku w Helsinkach była chyba 2 godzinna przerwa, więc można było chwilę odpocząć i rozprostować nogi przed dalszym 9-cio godzinnym lotem.

Lądowanie w Pekinie rano i  szok !!!! Ogrom lotniska i terminalu przytłaczał, po bagaże jechaliśmy wewnętrzną kolejką chyba z 10 minut.

Na lotnisku przywitał nas Maciek, taksówka i następny szok - autostrady - 4 pasy w jedną stronę. W chinach wylądowaliśmy przed olimpiadą więc zdawałem sobie sprawę z tego że większe miasta są specjalnie przygotowane na przyjazd zagranicznych gości, jednak zaskoczony byłem europejskością Pekinu.

Kolejnym zaskoczeniem był smog - wyobraźcie sobie życie w ciągłej mgle - widoczność na 500-700 m , brak słońca, a nocą gwiazd i księżyca .... kilka tygodni po powrocie rozmawiałem telefonicznie z Maćkiem i mówił że noc z dziewczyną spędzili na balkonie oglądając gwiazdy (Chiny przed samą olimpiadą zamknęły wszystkie fabryki w Pekinie i jego pobliżu by oczyścić atmosferę oraz rozpylały w powietrzu chemikalia).

Hotel:

Zdecydowaliśmy się nocować w hotelach, jak na standard 3-4 * nie były drogie. Jednak dla dysponujących mniejszymi funduszami informacja - można znaleźć tanie hostele (po olimpiadzie zostało tego trochę). Niestety trzeba się liczyć z niskim (naprawdę niskim) standardem . Cztero gwiazdkowy hotel oferuje mniej więcej to co u nas 3 lub nawet 2 *.

Kilka dni w Pekinie.

Oswojenie się z kulturą, ludźmi, widokami i specyfiką Chin. To dobry pomysł by pozostać kilka dni w Pekinie na początek. Ogromne miasto w miarę przyjazne dla obcokrajowców pozwala płynnie i  "bezawaryjnie wejść" w Chiny. Tutaj najłatwiej przyzwyczaić się do tego że w zasadzie nikt nie zna angielskiego (jednostki znają ,ale w skali miasta są to wyjątki). Można nauczyć się rozpychania łokciami przy kasie czy w metrze (chińczycy nie stoją w kolejkach). Można a nawet trzeba przyzwyczaić się do ich jedzenia w sensie nie tylko kuchni ale i kultury przy stole. Chińczycy siorbią, mlaskają, charkają, ciamkają i ogólnie odbierają apetyt.

Kuchnia

Kuchnia chińska mocno odbiega od naszych o niej wyobrażeń, to nie są sajgonki od Chińczyka za rogiem, ani kaczka po syczuańsku.  Zamawiasz patrząc na krzaczki ich liter i zdajesz się na loterię .... co też dzisiaj dostanę?  

W Lijiang, znaleźliśmy knajpkę z dużym napisem : " european food" , w karcie na pierwszym miejscu napis PIZZA ! Po dwóch tygodniach  kurczaków "rąbanych razem z budą" zielska w sosie albo bez sosu i innych smakołyków tradycyjnej kuchni chińskiej z rozkoszą zamówiliśmy właśnie pizzę. Podano nam średniej wielkości placek z tartą marchewką na wierzchu. Takie jest pojęcie chińczyka o kuchni europejskiej i podobne nasze o kuchni chińskiej.

Ciekawą propozycją kulinarną są tak zwane "Hot pot" gorący garnek, rodzaj chińskiego fast foodu. Danie faktycznie tradycyjne w Chinach jednak dość przyswajalne  dla wzroku i żołądka. Garnek napełniony rodzajem rosołu (łagodny lub ostry) do tego na talerzykach pokrojone liście "czegoś", mięso, tofu i inne frykasy. Sami wkładamy za pomocą pałeczek to na co mamy akurat ochotę do garnka i za chwilę wyjmujemy. W miseczkach sosy o różnej "ostrości". Garnek cały czas jest podgrzewany, więc wkład szybko jest zdatny do spożycia.

Skoro już o kulinariach to muszę się pochwalić wizytą w najbardziej znanej i najstarszej restauracji w Pekinie serwującej słynną kaczkę po pekińsku.

To co oferuje ta restauracje to nie jest kolacja czy obiad - to jest RYTUAŁ.

Fundator (czyli płacący ) dostaje certyfikat kaczki z numerem kolejnym - ciągłość numeracji myślę od kilkudziesięciu lat. Wszystkie potrawy, zakąski i inne frykasy pochodzą z wzmiankowanej kaczki. Na zakąskę odfiletowane kacze łapki, wyczyszczone kacze wnętrzności i tym podobne. Chwilę po zamówieniu wjeżdża stolik prowadzony przez kelnera na którym spoczywa bohater wieczoru czyli kaczka, upieczona w specjalnym piecu. Kelner bardzo sprawnie kroi kaczkę na plasterki, oddzielając skórę upieczoną na skwarek, akurat skórka była smaczna .... reszta ... cóż wszystko zależy od gustów i upodobań :)

CDN ... niestety brak czasu ... ale postaram się dopisać dalsze części jak najszybciej

 

 

Musisz się zalogować, aby dodać komentarz, zarejestruj się jeśli jeszcze nie masz konta

busy

Ostatnie albumy

Tagi

Co się działo

2 dni temu
gość ocenił/a zdjęcie użytkownika pawlito
gość ocenił/a zdjęcie użytkownika pawlito
gość ocenił/a zdjęcie użytkownika pawlito