Podróże Wyprawy Europa Austria Podróż życia
Podróż życia
Kraj: Austria Autor: dzaponiec    Dodano: 29.05.2011

Austrie poznałem przy okazji odbywania praktyk. Więcej w relacji z podróży.

Moją podróż życia odbyłem trzy lata temu, podczas odbywania wakacyjnych praktyk w Austrii realizowanych z unijnego programu Leonardo Da Vinci. Ich głównym celem było nabycie doświadczenia w prowadzenie działalności agroturystycznej. Pracowałem i mieszkałem w małej miejscowości  Bad Kleinkirchheim u stóp Alp Gurktalskich . Pierwsze zapamiętane wrażenie to niesamowite widoki a także niezwykła otwartość lokalnej społeczności. Moje obowiązki ograniczały się do pomocy przy organizowaniu imprez i festynów, pielęgnacji ogrodów w ośrodku  a także towarzyszeniu turystom podczas podróży po górach. Pozostały  czas mogłem zagospodarować wedle mojego uznania.

Należę do osób aktywnych dlatego każdą wolną chwilę poświęcałem na wyprawy po górach i zwiedzanie pobliskich miejscowości. Moim głównym środkiem lokomocji był rower, który umożliwiał dotarcie do miejsc odległych i trudno dostępnych a wartych zobaczenia . Zdarzały się także wojaże samochodowe i to właśnie dzięki nim mogłem poznać różnorodność regionów. W pamięć wryła mi się jedna z wypraw  na szczyt Spitzegg. Były to moje pierwsze dni po przyjeździe i nie zdążyłem jeszcze się zaaklimatyzować. Większą część trasy pokonaliśmy samochodem i wyciągiem krzesełkowym, po czym wyprawa przerodziła się w pieszą wędrówkę której celem było małe schronisko na szczycie góry. Maszerowaliśmy ponad trzy godziny z pełnymi  plecakami, na wysokości  około 2000 m. W schronisku czekali na nas- uprzedzeni o przybyciu -właściciele. Zmęczenie i brak tlenu dał o sobie znać już na początku trasy, jednak prawdziwy kryzys  czekała na mnie w schronisku. Kiedy gospodarz dowiedział się, że pochodzę z Polski, natychmiast pobiegł do kuchni przynosząc kawałek speck’a (lokalny przysmak podobny do naszego boczku lub szynki) i butelkę schnaps’a  nalegając, że musze się z nim napić. Wypiliśmy po trzy kieliszki i doznałem błogiego uczucia odprężenia, ciesząc się jednocześnie z zakończenia męczącej wspinaczki. Było to zgubne odczucie gdyż najgorsza część wyprawy była przede mną. Zejście okazało się walką z samym sobą i pozorami, gdyż nie chciałem dać po sobie poznać „osłabienia organizmu ;)”. Schodziłem z uśmiechem na twarzy, ukrywając zaburzenia błędnika i  „modląc się” jednocześnie o szybkie i szczęśliwe zejście.



 
Ocena użytkowników: / 9
SłabyŚwietny 

dzaponiec

dzaponiec jest z nami od: Niedziela, 29 Maj 2011.


Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

59 miesięcy temu
multiarte Dodał nowe ogłoszenie
61 miesięcy temu
Agelia dodał wpis do blogu Dolina Chochołowska...
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work