Podróże Wyprawy Europa Austria Grossglockner 2:1 Relacja z wyprawy
Grossglockner 2:1 Relacja z wyprawy
Kraj: Austria Autor: Wiktor Rozmus    Dodano: 30.06.2011

Grossglockner (3798 m n.p.m) to szczyt położony w paśmie górskim Wysokich Taurów. Góra wznosi się na wysokość 3798m n.p.m. co czyni ją najwyższym szczytem Austrii (od I wojny światowej) i tym samym umieszcza wzniesienie na liście Korony Europy. Dosłowne tłumaczenie nazwy oznacza wielki dzwon, choć szczyt swoim charakterystycznym kształtem bardziej przypomina piramidę. Składają się na niego dwa wierzchołki: właściwy Grossglockner oraz niższy Kleinglockner (3770m n.p.m. – o 28m niższy od Grosa). Choć położone są bardzo blisko siebie i dziś nikt nie zdobywa tylko niższego wierzchołka, to jednak dzielą różną historię i datę pierwszego zdobycia.
Wyjazd nie był szybką spontaniczną wyprawą na telefon, ale długo planowaną akcją. Dwóch Krzysztofów i Rafałów, Piotrek, Przemek, Grzesiek, trzy Kaśki, dwaj Wiktorzy, Anna – to wszyscy uczestnicy wyjazdu. Na dwie próby ataku, powiodła się druga. Pierwszą akcję zmuszeni byliśmy przerwać ze względu na …trudno powiedzieć na co, trudne warunki? W zasadzie nie wiedzieliśmy gdzie iść. Niestety taka sama pogoda powtórzyła się następnego dnia. Widoczność spadła do 20m ale mimo to jedna z ekip dotarła na szczyt.

Dzień 1 –  1 czerwca 2011 (środa) – Kals am Grossglockner

Chyba wszystkie alpejskie miasteczka są do siebie podobne. Malownicze, na wpół drewniane domki pięknie przyozdobione kwiatami. Ładne, czyste, posprzątane i udekorowane, szczególnie w sezonie ulice. Jakiś zabytkowy kościółek, skwer z ławeczkami oraz mały market, ale wyposażony lepiej i z większym wyborem niż nie jeden polski moloch. Całość skupiona wokół jednej głównej ulicy miasta z liczbą ludności nie więcej niż parę tysięcy. Takie właśnie jest Kals (Kals am Großglockner, Österreich)  w Austrii. Właściwie przez Kals tylko przejeżdżamy, zwiedzimy je później. Stromymi serpentynami kierujemy się na północny wschód od Kals do Lucknerhause gdzie zaczynamy swoją wędrówkę. Za przejazd alpejską drogą trzeba zapłacić 9€, ale opłata pobierana jest jedynie w sezonie oraz w weekendy poza sezonem. Początkiem czerwca wszystkie schroniska wyżej w górach są jeszcze zamknięte, turystów jest bardzo mało i dzięki temu jesteśmy zwolnieni z tej opłaty. Lucknerhaus to w zasadzie nazwa schroniska położonego na 1920m n.p.m. Bardzo dobrze wyposażony sklepik z pamiątkami, budka telefoniczna, prysznic za 3€ lub zimny za darmo i możliwość całorocznego noclegu (rezerwacja pod telefonem +43 4876 8555). Dla nas jest to przede wszystkim darmowy i bardzo duży parking. Parkują tutaj wszyscy alpiniści chcący zdobyć najwyższy szczyt Austrii.

Szybkie przepakowanie bardzo ciężkiego plecaka i malowniczą doliną Kodnitztal ruszamy powoli w górę. W oddali horyzont przysłania chwilami zachmurzony masyw Grossglocknera, widoczny z tego miejsca w pełnej okazałości. Polną drogą przejezdną dla samochodu, po 2 godzinach szczególnie się nie spiesząc docieramy do Lucknerhutte na wysokości 2241m n.p.m. Schronisko otwierane jest wcześniej niż inne, bo od pierwszego czerwca czyli od dziś. Miejsc noclegowych nie ma dużo bo tylko 45, ale za to mają bardzo dobrze wyposażoną restaurację. Krzysztof z okazji swoich 50-tych urodzin oraz zaręczyn jego córki (również uczestniczki wyprawy), stawia wszystkim piwo.

Po kolejnej godzinie docieramy na miejsce dzisiejszego noclegu – schronisko Studlhutte położone na 2803m n.p.m. Sezon turystyczny w Austrii na tej wysokości zaczyna się dopiero od lipca, dlatego budynek jest jeszcze zamknięty. Na szczęście w okresie zimowym otwarty jest mały, 14 osobowy schron obok schroniska, tzw. winterraum. Nocleg tam jest płatny 14€ od osoby, choć płatność zależy od naszej dobrej woli, wpisania się do książki gości i wrzucenia opłaty w podpisanej kopercie do skrzynki w kuchni. Zdarzają się kontrole, choć przez czas naszego pobytu nie było takiej. Tak czy inaczej korzystaliśmy jedynie z bezpłatnej ogrzewanej drewnem kuchni w schronie, śpiąc w namiotach. Czasami korzystaliśmy również z toalety, ale ten kto choć raz był w Alpach i widział tamtejsze toalety woli wybierać okoliczne kamienie. Ta w schronie jeszcze nie była zła, chociaż zapach obudziłby każdego nieprzytomnego. Każdy zmuszony z niej skorzystać swoje potrzeby załatwiał tak szybko ile tylko wytrzymał na bezdechu. Mimo to smród nawet tych gryzł w oczy.

Namioty rozkładamy na drewnianym podeście przy schronisku, w sezonie byłoby to niemożliwe, jednak obecnie bardzo mały ruch turystyczny i fakt, że nikt nie mógł nam za to zwrócić uwagi spowodował, że nie rozbijamy się na lodowcu. Wieczór upływa nam na rozmowie i planach na jutro. Prognozy pogody nie rokują najlepiej ale dostaliśmy informację od jakiejś średnio zorientowanej pani ze schroniska na dole, że jeśli wchodzić na szczyt to tylko jutro. Przekładamy więc decyzję ataku z piątku na czwartek.

Całość drogi z dzisiejszego dnia to 4,97km w czasie 3:14min, średnia prędkość 1,5km/h. Suma podejść 878m, suma obniżeń 26m.

 



 
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 

tese112

Autorem tej relacji jest: Wiktor Rozmus

Zobacz inne relacje tego podróżnika


Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

59 miesięcy temu
multiarte Dodał nowe ogłoszenie
61 miesięcy temu
Agelia dodał wpis do blogu Dolina Chochołowska...
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work