Podróże Wyprawy Europa Francja Z dachu Europy - Mont Blanc
Z dachu Europy - Mont Blanc
Kraj: Francja Autor: Wiktor Rozmus    Dodano: 10.05.2011

Mont Blanc – nazwa pochodząca z włoskiego – Monte Bianco, co w tłumaczeniu znaczy po prostu Biała Góra. Najwyższy szczyt Alp i zjednoczonej Europy. Przygotowania do wyjazdu tak praktycznie pochłonęły kilka miesięcy zbierania informacji i czytania podobnych relacji z przejść. Na zdobywanie szczytu wyruszyło nas w jednym zespole sześć osób. Ja, dwie Kaśki, Krzysztof, Rafał i Grzegorz. Wszyscy uczestnicy mieli bardzo dobre przygotowanie górskie i niemal wszyscy dobrą praktykę wspinaczkową oraz obeznanie ze sprzętem. Kilka osób było też wyżej w górach niż Mont Blanc, nie można, więc powiedzieć, że byliśmy amatorami. Wyjazd wyobrażałem sobie, jako dobrze zorganizowaną wyprawę i znakomicie się to udało. Nasza wspólna historia tutaj spisana, rozpoczyna się 12 lipca 2010r. W pewien słoneczny poniedziałek.

Dzień 1 – Les Houches, 972m n.p.m.

Naszymi polskimi liniami LOT, za 471,06zł w obie strony lądujemy w Genewie. Na lotnisku oczekuje już na nas kierowca z AlpyBus. Dostępność komunikacyjna Chamonix (czyt. „Szamoni”), czyli największego kurortu w masywie Mont Blanc jest bardzo dobra, a samo Les Houches (czyt. „Le Zucz”), dokąd się udajemy, to mała, skromna gmina z niespełna 3000 ludności. Jest na tyle blisko położona od Chamonix, że można dostać mapę z tymi dwoma miejscowościami na jednym planie. Najtańszym, ale też najbardziej czasochłonnym połączeniem jest pociąg. Niestety nie ma bezpośredniego transferu i trzeba się przesiadać gdzieś po drodze (chyba nawet dwa razy), więc zrezygnowaliśmy z tej opcji już na wstępie. Pozostają autobusy i naprawdę szeroki wybór wszelkich busów. Koszt dojazdu to 23,5€ przy czym rezerwowaliśmy miejsca dwa tygodnie wcześniej. Po 70 minutach drogi wysiadamy w Les Houches pod centrum turystycznym. Dzwonię do Rafała i Marcina, którzy do Genewy przyjechali autokarem dwa dni temu i z Genewy dostali się tutaj na rowerach. Chwilę później zjawiają się i razem już jedziemy na pole namiotowe. Wieczór spędzamy przy dobrym, bo tanim francuskim winie, oglądając naprawdę wysokie szczyty dookoła. Ich wysokość mnie przytłacza, gdy pomyślę, że trzeba będzie tam wejść z całym tym ciężkim plecakiem. Dróg na szczyt jest kilka i wszystkie swój początek mają w miejscowościach otaczających masyw. Bardzo popularną, ale mniej uczęszczaną drogą jest Ref du Midi prowadząca ze szczytu Aiguille du Midi (igła południa), schronisko Cosmiques, ewentualnym trawersem przez Mont Blanc du TaculMont Maudit. Na igłe można dodatkowo wjechać kolejką lub wejść okrążając cały masyw Aiguilles du Chamonix drogą przez schronisko d’Envers des Aiguilles oraz Refuge du Requin. Początkowo chciałem wchodzić tą trasą, ale ostatecznie zmieniłem plan na prostszą i szybszą drogę Aiguille Du Gouter, prowadzącą przez schronisko Tete Rousse, Gouter, granią Bosses na sam szczyt.

Te dwie trasy to w zasadzie jedyne drogi wejścia na szczyt, przy czym w zależności od programu i czasu wejścia, spotykane są różne kombinacje początkowych odcinków i skrótów występujące pod różnymi nazwami dróg. Nawet włoska droga zwana papieską, prowadząca przez schronisko Miage, wchodzi na Dome du Gouter i dalej łączy się ze ścieżką, którą my weszliśmy. Nasza droga nazywa się Aiguille Du Gouter i prowadzi przez schroniska Tete Rousse oraz Gouter. Jest to jedna z najpopularniejszych dróg.

Dzień 2 – Le Nid D`Aigle, 2401m n.p.m.

Orle gniazdo, tak brzmi tłumaczenie miejsca naszego kolejny biwaku, jakim jest Nid d'Aigle na wysokości 2372m n.p.m. To prawie jak nasze polskie Rysy. Rano zbieramy cały biwak i w końcu na 9 rano wychodzimy w drogę. Dziś chcemy dotrzeć do Nid D’Aigle – orlego gniazda. Jest to końcowa stacja Tramway du Mont Blanc, miniaturowego pociągu startującego z St-Gervais-les-Bains. Jeśli ktoś rozważa wjechanie do tej stacji to dużo bardziej opłaca się podjechać z Chamonix albo Les Houches na tą stację i stamtąd wyruszyć. Cena biletu (17€), jest tylko o 2€ różna z samego dołu, niż ze stacji pośrednich. My jednak decydujemy się wejść od samego dołu na nogach. Tylko Rafał narzeka trochę na kolano, więc zabiera najcięższe rzeczy i wjeżdża kolejką gondolową za 13€ na płaskowyż Bellevue.



 
Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

tese112

Autorem tej relacji jest: Wiktor Rozmus

Zobacz inne relacje tego podróżnika


Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

60 miesięcy temu
multiarte Dodał nowe ogłoszenie
61 miesięcy temu
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work