Konflikt na Bliskim Wschodzie coraz mocniej uderza w światowe lotnictwo i zaczyna być odczuwalny także dla pasażerów z Europy, w tym z Polski. Choć na pierwszy rzut oka wszystko wygląda jak kolejny kryzys w branży, skala zmian jest wyjątkowa i porównywana do czasów pandemii. Linie lotnicze zmieniają strategie, lotniska działają w trybie awaryjnym, a ceny biletów szybują w górę.
Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że nie wszyscy przewoźnicy reagują w ten sam sposób. Podczas gdy jedni próbują przyciągnąć pasażerów niskimi cenami, inni wykorzystują sytuację i znacząco podnoszą taryfy. Efekt? Podróże między Europą a Azją stają się coraz droższe i bardziej skomplikowane.
W tle są nie tylko kwestie bezpieczeństwa, ale też rosnące koszty paliwa i ograniczona liczba dostępnych tras. Wszystko to sprawia, że branża lotnicza znalazła się w jednym z najtrudniejszych momentów ostatnich lat.
Linie z Dubaju wracają do latania i kuszą niskimi cenami
Najbardziej aktywnie na rynek wracają przewoźnicy z Dubaju, czyli Emirates oraz flydubai. Ta druga linia wznowiła już regularne połączenia z Warszawą, wykonując loty w obie strony na Lotnisko Chopina.
Emirates również przeszły z lotów repatriacyjnych na regularne rejsy i zaskakują strategią cenową. Zamiast podnosić ceny, oferują atrakcyjne taryfy, aby przekonać pasażerów do powrotu na pokład.
Przykładowo lot z Dubaju do Nowego Jorku kosztuje około 800 dolarów, czyli w przeliczeniu około 3200 zł. To poziom porównywalny, a czasem nawet niższy niż przed wybuchem konfliktu.
Europa i Azja podnoszą ceny nawet o 80 procent
Zupełnie inną strategię przyjęły linie europejskie i azjatyckie, które wykorzystują fakt, że wielu pasażerów unika przesiadek na Bliskim Wschodzie. W efekcie rośnie popyt na połączenia bezpośrednie, a ceny szybko idą w górę.
W niektórych przypadkach wzrosty są spektakularne. Loty między Azją a Europą zdrożały nawet o 80 proc., a bilety w klasie biznes potrafią kosztować kilkadziesiąt tysięcy dolarów.
Przykładowo przelot z Sydney do Londynu w klasie biznes kosztuje około 28 tys. dolarów, czyli ponad 110 tys. zł. Nawet standardowe połączenia w klasie ekonomicznej są dziś znacznie droższe niż jeszcze kilka tygodni temu.
Dlaczego bilety tak szybko drożeją
Głównym powodem jest nagłe zaburzenie równowagi między podażą a popytem. Po wybuchu konfliktu z rynku zniknęło około 10 proc. dostępnych połączeń, co natychmiast przełożyło się na ceny.
Dodatkowo zbliża się Wielkanoc, czyli jeden z pierwszych dużych szczytów podróżniczych w 2026 roku. To jeszcze bardziej zwiększa presję na dostępne miejsca w samolotach.
- mniej dostępnych lotów po zamknięciu przestrzeni powietrznej,
- większy popyt na bezpośrednie połączenia,
- wyprzedanie najtańszych biletów,
- sezonowy wzrost ruchu turystycznego.
Eksperci podkreślają, że tak silnego zachwiania rynku nie było nawet po zamachach z 11 września czy zamknięciu przestrzeni powietrznej nad Rosją i Ukrainą.
Lotniska na Bliskim Wschodzie działają w trybie kryzysowym
Porty lotnicze w regionie funkcjonują w bardzo niestabilnych warunkach. Lotniska w Dubaju, Abu Zabi, Maskacie czy Bahrajnie są okresowo zamykane i otwierane, czasem tylko na kilka godzin dziennie.
Pasażerowie muszą liczyć się z nagłymi zmianami, a nawet ewakuacjami. W niektórych przypadkach loty odbywają się mimo wcześniejszych ataków rakietowych w pobliżu lotnisk.
Od początku konfliktu liczba odwołanych lotów w regionie zbliżyła się już do 50 tysięcy. Dla porównania, z samej Warszawy odwołano około 100 rejsów w obie strony.
Drożejące paliwo to jeden z kluczowych problemów
Na ceny biletów wpływa również gwałtowny wzrost kosztów paliwa lotniczego, które stanowi od 30 do 40 proc. wydatków linii lotniczych.
Sytuację komplikuje fakt, że znaczna część paliwa pochodzi z rafinerii na Bliskim Wschodzie. Problemy z transportem ropy i zagrożenia w rejonie Cieśniny Ormuz mogą jeszcze bardziej ograniczyć dostępność surowca.
Najtrudniejszą sytuację mają przewoźnicy azjatyccy, którzy w dużej mierze są uzależnieni od dostaw paliwa z tego regionu.
Zmiany tras wydłużają loty i zwiększają koszty
Zamknięcie przestrzeni powietrznej nad częścią Bliskiego Wschodu wymusiło zmianę tras między Europą a Azją. Obecnie dostępne są dwie główne opcje, ale obie wiążą się z dodatkowymi problemami.
- trasa północna przez Kaukaz i Afganistan,
- trasa południowa przez Egipt, Arabię Saudyjską i Oman.
Obie opcje oznaczają dłuższy czas lotu i większe zużycie paliwa, co bezpośrednio przekłada się na wyższe ceny biletów.
Dodatkowo pojawiają się nowe zagrożenia, jak napięcia w Pakistanie czy ryzyko ataków w rejonie Morza Omańskiego. To sprawia, że sytuacja pozostaje bardzo dynamiczna i trudna do przewidzenia.
Źródło: Rzeczpospolita