Sytuacja na rynku lotniczym robi się coraz bardziej napięta. Po gwałtownym wzroście cen paliwa i problemach związanych z konfliktem na Bliskim Wschodzie pojawiają się już pierwsze przypadki realnych zakłóceń dla pasażerów. Szef niemieckiej Lufthansy ostrzegł, że niektóre lotniska zaczynają mieć trudności z dostępnością paliwa lotniczego.
To pierwszy moment od początku kryzysu, gdy duża europejska linia lotnicza otwarcie przyznaje, że niedobory paliwa zaczynają wpływać na wykonywanie rejsów. Lufthansa już ograniczyła tysiące połączeń i przygotowuje kolejne scenariusze awaryjne na lato 2026.
Problem dotyczy przede wszystkim paliwa lotniczego, którego ceny po zamknięciu cieśniny Ormuz gwałtownie wzrosły. To właśnie przez ten szlak transportowana jest ogromna część światowej ropy i paliw.
Samolot Lufthansy nie mógł zatankować po lądowaniu
Carsten Spohr, prezes Lufthansy, ujawnił szczegóły jednego z incydentów, który pokazał skalę problemu. Samolot Boeing 787 lecący do Kapsztadu nie mógł zatankować po przylocie do Republiki Południowej Afryki z powodu braków paliwa.
Maszyna musiała polecieć około 1450 kilometrów na północ, do Windhoek w Namibii, aby uzupełnić paliwo. Dopiero później wróciła do RPA i mogła rozpocząć niemal 13-tysięczny lot do Frankfurtu.
Według szefa Lufthansy przewoźnik przygotowuje już plany regularnych międzylądowań technicznych na trasach do Azji i Afryki, jeśli sytuacja będzie się pogarszać.
Lufthansa już ograniczyła 20 tysięcy lotów
Niemiecki przewoźnik potwierdził, że usunął ze swojego letniego rozkładu około 20 tysięcy krótkich połączeń. Linie próbują w ten sposób ograniczyć koszty paliwa, które w ostatnich tygodniach wzrosły ponad dwukrotnie.
Firma zamraża także część rekrutacji, wycofuje starsze samoloty i analizuje kolejne oszczędności. Lufthansa szacuje, że jej rachunki za paliwo wzrosną w 2026 roku o około 1,7 miliarda euro, czyli ponad 7,2 miliarda złotych.
Co ważne, Lufthansa była częściowo zabezpieczona przed podwyżkami dzięki wcześniejszym kontraktom na zakup paliwa. Mimo tego przewoźnik odczuwa ogromny wzrost kosztów.
Linie lotnicze obawiają się kolejnych tygodni
Prezes Lufthansy przyznał, że obecnie nie ma jeszcze całkowitego kryzysu dostaw, ale przewoźnicy otrzymują informacje, że gwarancje dostępności paliwa obejmują jedynie najbliższe sześć tygodni.
To oznacza ogromny problem przy planowaniu wakacyjnego sezonu. Linie lotnicze nie wiedzą, czy pod koniec czerwca i w lipcu będą mogły utrzymać pełne rozkłady lotów.
Lufthansa apeluje również do Unii Europejskiej o czasowe złagodzenie części przepisów. Chodzi między innymi o możliwość szerszego korzystania z amerykańskiego paliwa Jet A oraz ograniczeń dotyczących tzw. „tankeringu”, czyli zabierania większej ilości paliwa na lot powrotny.
Polskie władze uspokajają, ale branża nadal obserwuje sytuację
Polskie władze na razie uspokajają, że nie ma zagrożenia brakami paliwa lotniczego w kraju. Maciej Lasek, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. CPK, stwierdził niedawno, że w Polsce i Europie nie powinno zabraknąć paliwa do samolotów, choć wiele zależy od długości trwania kryzysu i dalszego wzrostu cen.
Podobne stanowisko przedstawiły także Polskie Porty Lotnicze. Członek zarządu PPL Adam Sanocki zapewnił, że obecnie nie ma ryzyka reglamentacji paliwa lotniczego i sytuacja pozostaje pod kontrolą.
Mimo tych zapewnień branża lotnicza przyznaje, że problemem pozostają bardzo wysokie ceny paliwa. Polskie linie i przewoźnicy czarterowi ostrzegają, że jeśli kryzys na Bliskim Wschodzie będzie się przeciągał, pod koniec 2026 roku pasażerowie mogą odczuć skutki w postaci droższych biletów oraz ograniczeń części połączeń.