Podróże Wyprawy Europa Szwajcaria SZWAJCARSKA MAJÓWKA
SZWAJCARSKA MAJÓWKA
Kraj: Szwajcaria Autor: igart    Dodano: 18.07.2011

Tegoroczna majówka nie była tylko przedłużonym weekendem. W moim wykonaniu była to tygodniowa wyprawa do krainy mlekiem i czekoladą płynącej. Szwajcaria wielu kojarzy się z górami, zegarkami i Milką, ale ja uparłam się odkryć też pozostałe atuty tego kraju, na własną rękę zwiedzając najważniejsze destynacje.

Sprawę miałam o tyle ułatwioną, że w Zurychu mieszka moja przyjaciółka, która wspaniałomyślnie użyczyła swojej kanapy i lodówki. Już pierwszego wieczoru po przylocie miałam okazję zapoznać się z zuryskim klimatem i z rozrzewnieniem dziś wspominam leniwe spacery wzdłuż brzegu jeziora w centrum, gdzie promenada tętni życiem – spotykają się znajomi, pary umawiają na randki, grają uliczni artyści, a turyści robią zdjęcia rozświetlonej panoramy.

W dzień w tym samym miejscu można wypożyczyć rower wodny (czego nie omieszkałam uczynić) i bardziej aktywnie poznawać widoki. Swoją drogą, lawirowanie między żaglówkami i tramwajami wodnymi jest samo w sobie nie lada przeżyciem! Na pokład warto zabrać lokalny owocowo-jogurtowy przysmak, tzw. Birche Muesli – smakowało najlepiej, gdy opalałam się pośrodku jeziora muskana bryzą z fontanny.

Dla miłośników zabytków i historii sztuki Zurych ma asy w rękawie w postaci kościoła FRAUMUNSTER, w którym  przepiękne witraże wykonane są wg projektu uznanego malarza i grafika Marca Chagalla oraz kościół z bliźniaczymi wieżami – GROSSMUNSTER z oryginalnym zastosowaniem szlachetnego kamienia ametystu w portalach nad wejściami.

Na wspomniane wieże można wspiąć się krętymi schodkami, by podziwiać charakterystyczne dla Szwajcarii widoki – przejrzyste kanały rzeki, dopracowane zagospodarowanie uliczek, zabytkowe kamieniczki z kolorowymi okiennicami i zielone tarasy przy większości mieszkań.

Ciekawostka znajduje się przy ul. Spiegelgasse 1 – to tam narodził się kierunek sztuki współczesnej jakim jest DADAIZM. Ma tam do dziś siedzibę Cabaret Voltaire, klub-mekka bohemy artystycznej i miejsce, gdzie powstał Manifest Dada. Na co dzień nadal oferuje on bezpośredni kontakt z różnymi formami sztuki od wydawnictw, przez wernisaże po spektakle włącznie.

Jako że z wykształcenia jestem krytykiem sztuki, to uwagę moją przykuwały różnego rodzaju instalacje artystyczne na terenie całego miasta, jednak myślę, że fruwającej rzeźby Botero na Dworcu Głównym nie przegapiłby żaden podróżnik,  i większość tak jak i ja pokusiłaby się o zrobienie pamiątkowego zdjęcia skrzydlatej damy.

Korzystając z rozbudowanej sieci połączeń kolejowych w Szwajcarii, mogłam łatwo i za przystępną cenę przemieszczać się po całym kraju. Jako pierwszy cel obrałam opactwo Sankt Gallen. Obecny klasztor Benedyktynów został założony około 600 roku przez mnicha św. Gawła. Chwili uniesienia dostarczy tam każdemu przyglądanie się misternie wymalowanej i wyłożonej barokowymi stiukami kopule ogromnej katedry, jak również kontemplacja najstarszych woluminów książkowych Europy – ręcznie iluminowanych ksiąg z ponad 150 tysięcznego zbioru biblioteki.

Beztroski czas, jakby wolniej płynący, pozwolił mi na chwile relaksu na dziedzińcu opactwa, które – warto dodać -  jest jednocześnie światowym centrum naukowo-badawczym.

Sankt Gallen to jednak nie tylko budowle historyczne, ale także zupełnie nowoczesne budynki, takie jak np. bankowy plac RED CITY LOUNGE, zaprojektowany przez artystów Pipilotti Rist i Carlosa Martineza. Obszar między biurowcami w centrum miasta w całości (nawet fontanna!) wyłożony został czerwoną, miękką powłoką. Na makietach opakowanych aut czy ławek można wyciągnąć nogi w trakcie lunchu, usiąść bezpośrednio na ziemi, by przeczytać gazetę albo pograć ze znajomymi z biura w piłkę jak na gigantycznym placu zabaw…

Z Sankt Gallen blisko miałam do Bazylei. Bazylea znana mi była wcześniej z organizowanych tam międzynarodowych targów sztuki współczesnej i targów zegarmistrzowskich. Nie spodziewałam się, że jest to po prostu urocze miasto.

Obowiązkowym punktem programu jest Fontanna Tinguely’ego. To niesamowita rozrywka w postaci mobilnych elementów na różne sposoby tryskających wodą. Nic tylko usiąść i patrzeć!

Ponadto Ratusz Bazylei jest jednym z piękniejszych budynków,  jakie widziałam. Jest magicznie kolorowy i bardzo ozdobny, a na dziedzińcu zachęcają do zwiedzania równie atrakcyjne krużganki.

Przy okazji pobytu tam, zakupiłam tradycyjny bazylejski przysmak – BASLER LEKERLI – pyszne pierniczki z aromatem pomarańczy – świetny pomysł na pamiątkę dla rodziny lub znajomych w Polsce.

Czwarty dzień zwiedzania przeznaczyłam na Lucernę. Lucerna leży u stóp góry Pilatus i przy brzegu Jeziora Czterech Kantonów. Z pociągu wysiadłam już o 8 rano, gdy miasto dopiero budziło się do życia, dzięki czemu uniknęłam tłumów zbierających się przy pomniku LWA.

Lew wykuty w ogromnej, polodowcowej skale upamiętnia gwardzistów szwajcarskich Ludwika XVI poległych w obronie Marii Antoniny (symbolicznie ukazanej jako kwiat osłaniany łapą zranionego lwa) podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Zwykle można spotkać tam grupki uczniów podczas lekcji historii lub plastyki i oczywiście stadka turystów japońskich z nieodłącznymi aparatami.

Jednak najbardziej znanym obiektem Lucerny są drewniane mosty. Odrestaurowane, zdobione malowidłami drewniane przeprawy, uzupełnione o warowne baszty, służą do dziś, ale już bardziej jako tło do zdjęć zwiedzających niż podstawowy ciąg pieszy. W każdym razie są imponujące!

Punktualnie (jak to w Szwajcarii) o godz. 9 dnia kolejnego wylądowałam w Bernie – stolicy kraju. I jako że nazwa wywodzi się od niedźwiedziej gawry, stworzono takową w środku miasta, jako atrakcje dla mieszkańców i przybyszy z zagranicy. Pod monumentalnymi łukami mostu, na skarpie, po ogrodzonym i bezpiecznym wybiegu spaceruje sobie rodzinka niedźwiadków!

Reszta dnia upłynęła pod znakiem zakupów w najdłuższej, zadaszonej promenadzie handlowej Europy  i przemierzania ulic średniowiecznego starego miasta wpisanego na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO.

Przedostatni dzień pobytu w Szwajcarii spędziłam w Genewie. Genewa leży już po francuskojęzycznej stronie kraju, ale ze względu na mieszczący się tam Pałac Narodów Zjednoczonych jest miastem iście kosmopolitycznym.

Prześliczne zadbane parki, ciekawe muzea, obfite w rekreacyjne perełki wybrzeże jeziora genewskiego to naprawdę wiele jak na 1 dzień zwiedzania. Jednakże przyjechać do Genewy i nie zobaczyć jej symbolu -  najwyżej tryskającej fontanny – to tak, jak być w Paryżu nie oglądając Wieży Eiffela.  Jet  d’Eau wyrzuca wodę w górę na wysokość 140 metrów z prędkością 200 km/h.

W trakcie tego majowego tygodnia poznałam kraj na tyle, by móc „odhaczyć” go w spisie swoich wojaży, co nie znaczy jednak, że nie wrócę do Szwajcarii przy najbliższej okazji. Odpowiada mi tamtejsza uprzejmość, estetyka miast i szeroki wachlarz atrakcji z różnych dziedzin. Dla każdego coś dobrego.

Nie tylko sery :)

Komunikacja lokalna

WARTO ZAGLĄDAĆ NA STRONY SZWAJCARSKICH KOLEI. BARDZO ATRAKCYJNE SA CENY BILETÓW ELEKTRONICZNYCH KUPOWANYCH LAST MINUTE!
Musisz się zalogować, aby dodać komentarz, zarejestruj się jeśli jeszcze nie masz konta

busy
 
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

igart

igart jest z nami od: Piątek, 29 Kwiecień 2011.

Zobacz inne relacje tego podróżnika


Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

56 miesięcy temu
multiarte Dodał nowe ogłoszenie
57 miesięcy temu
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work