Podróże Wyprawy Europa Szwecja Mroźna kraina śniegu
Mroźna kraina śniegu
Kraj: Szwecja Autor: Marcin Ćwiek    Dodano: 05.07.2011

Kiedy w kraju panowała odwilż i było w miarę ciepło, ja musiałem znaleźć sobie miejsce, gdzie panuje sroga zima.  W niewielkiej miejscowości Arvidsjaur w Szwecji, oddalonej 100 kilometrów od koła podbiegunowego, miałem możliwość sprawdzić granice swojej wytrzymałości na otaczające zewsząd zimno.

Panujący tutaj mróz jest normalną rzeczą dla miejscowych. Nikt tutaj nie narzeka ani nie komentuje, że jest zimno albo, że napadało za dużo śniegu. Temperatura każdego dnia sięga średnio ok. -14, - 16 stopni. Nie wiem, w jaki sposób, ale drogi i chodniki są cały czas odśnieżone.

Podobno są tutaj idealne warunki, które pozwalają przeprowadzać liczne testy nowych modeli samochodów, opon zimowych, czy hamulców. Jedyną rzeczą, która może przeszkadzać, to mało słonecznego światła. Słońce wychodzi tutaj na kilka godzin i jest tak nisko, że jak by się postarać, to można dorzucić czymś ciężkim. Słyszałem, że w walce z depresją mają pomagać dobrze oświetlone ulice i pięknie (niemal świątecznie) przyozdobione lampkami domy. Nie znajdzie sie tutaj chyba żadnego "centymetra", który nie byłby oświetlony.
W takich pięknych okolicznościach miałem okazję uczestniczyć w kursie dotyczącym przetrwania w zimowych warunkach.

Na wyposażenie otrzymałem grube spodnie i kurtkę, ciepłą bieliznę i kilka par "obciachowych" wełnianych skarpet i rękawic. Nie wiedziałem, że ktoś jeszcze w czymś takim chodzi (oprócz naszych babć).
Poza pierwszymi, organizacyjnymi lekcjami, wszystkie pozostałe odbywały się na zewnątrz.

Wychodząc na każde zajęcia należało włożyć dwie pary skarpet i w zależności od pogody dwie lub trzy pary rękawic. Mimo tego, często w czasie postoju, dawało sie szybko poczuć przenikające zimno, docierające do palców rąk i stóp. Cały czas zmuszeni byliśmy uważać i oglądać swoje ręce i kontrolować swoją twarz (prosiło się o to swojego partnera, "buddy team"). Nie było żadnej reguły i niemal każdy doświadczył, że jego nos lub końcówki palców bardzo łatwo i szybko robiły się białe. Były to pierwsze oznaki odmrożenia. Trzeba było szybko je rozgrzewać, aby uniknąć głębszych uszkodzeń tkanek. Na każdym postoju zakładaliśmy ciepłą kurtkę, która podobnie jak i rękawice, wyglądała bardzo staromodnie (przypominała naszą tzw. "kufajkę"). Naturalną rzeczą była ciągła ochrona głowy, przez którą w temperaturze -10 stopni tracimy 50% ciepła, a w -20 stopniach aż 75%!!!
Wszędzie poruszaliśmy się na nartach, których konstrukcja przypominała czasy powstania Forda T. Cóż, czasami najprostsze rzeczy są najbardziej skuteczne.

Pamiętam swój szok, kiedy odpinając narty i próbując stanąć na śniegu zapadłem się aż po swoje "rodowe klejnoty". Zdałem sobie wówczas sprawę, że wszędzie gdziekolwiek się przemieszczaliśmy, śnieg miał ponad pół metra głębokości.

Jednym z bardziej ciekawszych zajęć było "Ice Bath", czyli po prostu kąpiel w przygotowanej przeręble. Miałem dzięki temu nauczyć się jak kontrolować swój organizm w przypadku ewentualnego, podobnego zdarzenia. Temperatura w tym dniu sięgała blisko - 20. Po wskoczeniu do wody trzeba było odczekać krótki szok i po przywróceniu w miarę równomiernego oddechu poprosić instruktora o wyjście z wody.



 
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

qik73

Autorem tej relacji jest: Marcin Ćwiek

Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

127 miesięcy temu
LAW ocenił/a zdjęcie użytkownika Bozia
LAW ocenił/a zdjęcie użytkownika Bozia
LAW ocenił/a zdjęcie użytkownika Bozia
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work