Podróże Wyprawy Europa Rumunia Czerwiec Pachnący Rumunią
Czerwiec Pachnący Rumunią
Kraj: Rumunia Autor: Grzegorz "dread" Gwóźdź    Dodano: 28.12.2010

Relacja z dwutygodniowej wyprawy 4x4 po Rumunii. Turystyczno-krajoznawczej w pełni tego słowa znaczeniu (poznajemy kulturę, smaki i krajobrazy) Mnie niestety zabrakło na wyprawie - publikacja za zgodą Grzegorza "Dread" Gwoźdź oraz uczestników

Dziennik Pokładowy... czyli nie tylko suche fakty... część 1 - Maramuresz

sobota 12 czerwca 2010 r. ( 398 km)

No i nadszedł ten wyczekany dzień. Rano podjeżdżamy do LRadama i Ani, gdzie oczekują nas także "Browary" czyli Tomasz i Bożenka, swoim nieco innym, bo angielskim LRem. Humory dopisują , pogoda wspaniała. Planowo ruszamy przez Olkusz i Kraków na stację paliw za Kłajem gdzie dojeżdża do nas Arturrr i Aga. Jak przystało na prawdziwą Wyprawę przez duże "W" atrakcje muszą być, więc od razu na trasie z Warszawy do Kłaju Artur zalicza wywałkę krzyżaka i wizytę w przydrożnym warsztacie. Ale jest...! 
Po szybkim powitaniu ruszamy.

Droga wiedzie nas przez Jasło do Barwinka, na przejście graniczne. Sytuacja po powodzi sprawia, że zaliczamy kilka objazdów. Jedne oznakowane, inne wymyślone na poczekaniu lub dopytane u miejscowych. Z racji późnego wyjazdu pierwszy nocleg zaliczmy na Słowacji, na ściernisku niedaleko szosy, gdzie głównymi gośćmi były komary w niezliczonej ilości. Tak więc szybko wylądowaliśmy w auto-kuszetkach i namiotach...

niedziela 13 VI (254 km)

jeszcze chwila jazdy bez większych przygód i jest......... RUMUNIA !
Szybki i sprawny zakup roviniety na granicy i ruszamy przez Satu Mare, w kierunku Maramuresz'u.

Zaczynają sie drewniane wsie, ale nie tylko... dojeżdżamy do miasteczka Certeze gdzie domy przypominają pałace.

Jako, że był już czas mocno popołudniowy, a wstępne wrażenia trza było obgadać, ruszyliśmy w jedną z kamienistych dróg w prawo w celu poszukiwania miejscówki na nocleg.
Piękna, duża łąka z bezpośrednim dostępem do potoku zadowoliła nas całkowicie. Podczas jej eksploracji Adam nie zauważył ukrytego w trawie bajora i zaliczył pięknego wkleja... ;) Szybka akcja, samochód na "twardym", ustawka w szeregu i... piknik obozowy.

poniedziałek 14 VI ( 110 km)

O poranku, podczas śniadania wpadli goście... dwóch pasterzy i gromada koedukacyjna owiec i kóz. Zimne piwko (schłodzone w potoku) i wspólny papieros rozjaśniają twarze i jest fajnie. Owieczki pasą się wokół LRów, a my pakujemy nasz majdan, by do chwili pojechać dalej. Oczywiście nie bylibysmy sobą gdybyśmy nie sprawdzili dokąd dalej poprowadzi nas droga. Nie zawiodła nas... dwudziestokilometrowy odcinek wokół góry, raz lasem, raz połoninami. I tu pierwsza przygoda techniczna... Stabilizator Adama uparł się na położenie "w górę"... ale ale... nie z nami takie numery... 15 min i pomykamy dalej... bez stabilizatora, który ogląda widoki do końca wyprawy przypięty do bagażnika dachowego.

Okazuję się że droga wokół góry wyprowadza nas prosto na szałas poznanych o poranku pasterzy. Wielkie przywitanie, konwersacja przy użyciu rąk i rozmówek, ser, mamałyga i ogólna radocha.

Zjeżdżamy w dół i ruszamy do Sapanty.

W Sapancie oglądamy pierwszy w Rumuni monastyr oraz wesoły cmentarz... niebieski... kolorowy... ciekawy

W dalszej drodze dopada nas ulewny deszcz więc lądujemy na noclegu w motelu Casa Tomsa w miejscowości Rozavlea.

wtorek 15 VI (130 km)

O poranku okazuje się że słoneczko świeci więc postanawiamy udać sie na pętlę rozpoczynającą się skrętem w prawo we wsi Sieu, w kierunku wsi Botiza, za którą (przeczucie nas nie myliło) kończy się i tak dziurawy ancfalt. Po pierwszym kilometrze znajdujemy urokliwe miejsce na sniadanie, gdzie zaraz wpraszają się wszędobylskie w Rumunii krówki... zaiste ciekawskie to stworzenia. Wszędzie muszą zajrzeć, wszystkiego skosztować...

po śniadanku ruszamy dalej kamienistą, pełną widoków górską drogą w kierunku wsi Suciu de Sus, a następnie  na zachód w stronę Baiut.
Baiut to górnicze miasteczko, więc pnąc się w górę drogi napotykamy wydrążone w górze sztolnie.
Obóz rozbijamy na połoninie nad miasteczkiem. Ciepła, spokojna noc... Poranne smarowanie krzyżaków i sesja zdjęciowa znalezionego robaka... i śmigamy dalej.



 
Ocena użytkowników: / 9
SłabyŚwietny 

vertix

Autorem tej relacji jest: Grzegorz "dread" Gwóźdź

Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

127 miesięcy temu
LAW ocenił/a zdjęcie użytkownika Bozia
LAW ocenił/a zdjęcie użytkownika Bozia
LAW ocenił/a zdjęcie użytkownika Bozia
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work