Podróże Wyprawy Afryka Maroko Zdobywamy Tubkal
Zdobywamy Tubkal
Kraj: Maroko Autor: Boo    Dodano: 04.02.2010

Wejście na szczyt Afryki Północnej był naszym celem podczas podróży do Maroka. Po kilku dniach spędzonych w Marakeszu nadszedł czas na zdobycie szczytu - Tubkal.

Aby dostać się na Atlas Wysoki musieliśmy dojechać do miasteczka Imlil, skąd zaczyna się ścieżka w górę. Przed samą wyprawą przeczytałam gdzieś na necie , że są parkingi z busami, które zabierają ludzi do tego miasteczka. Niestety po kilku godzinach poszukiwań zdecydowaliśmy się na dużą taksówkę ( bo tylko takie tam jeżdżą). Umówiliśmy się z kierowcą na następny dzień z samego rana.

Równo o uzgodnionej godzinie stawił się na miejsce. Słabo mówił po angielsku, ale starał się nam opowiadać różne rzeczy po drodze - bardzo miły pan. Niestety stało się to, czego obawialiśmy się najbardziej. Pogoda się popsuła! Jak już dojechaliśmy na miejsce poprosiliśmy, aby zawiózł nas do restauracji, gdzie moglibyśmy przeczekać deszcz. Pan kierowca najwidoczniej poczuł się zaproszony i wstąpił z nami do środka. Zamówiliśmy miętową herbatę ( niestety nie piją innej). W hotelu - restauracji prowadzili również wypożyczalnie śpiworów, gdyż mieliśmy tylko jeden postanowiliśmy skorzystać. Zaskoczył nas bardzo, kiedy powiedział, że wypożyczenie na jedną noc (śmierdzącego śpiworu) kosztuję 100 Dirham. No cóż poradzimy sobie z jednym!  Umówiliśmy się z taksówkarzem na następny dzień po południu i ruszyliśmy w górę. Tak nam się przynajmniej wydawało, bo nie mieliśmy mapy.

To jednak nie problem. Miejscowy chłopczyk zwęszywszy dobry zarobek, poprowadził nas kawałek do głównej ścieżki. Po drodze spotkaliśmy parę ( bodajże Anglików) z wynajętym przewodnikiem, od których usłyszeliśmy, że dziś jest zbyt niebezpiecznie, aby iść w górę. Nie mogliśmy jednak zrezygnować byliśmy już tak blisko. Po drodze padało jeszcze kilka razy, ale droga była dosyć łatwa. Cieszyło nas również to, że po drodze spotykaliśmy ludzi, którzy już schodzili oraz tubylców, którzy mieszkali we wiosce barberów. Bez mapy i nie zając drogi pięliśmy się za nimi.

Wioska Barberów to kilka domków zbudowanych z kamienia w górach. Bardzo życzliwi, zapraszali nas na miętową herbatę i do sklepu, gdzie można było zaopatrzyć się w czekoladę, batony lub wodę. Nie ma czasu, musimy jak najszybciej dotrzeć do schroniska. Im wyżej tym zimniej. Pogoda coraz gorsza, widoczność coraz słabsza, a jednak jeszcze po drodze spotykamy kilka osób, które schodzą w dół. Nie ma już szans na powrót, za nami burza śnieżna, grzmoty i ciemność. Ogarnęła mnie ogromna panika i co teraz? Ścieżki do schroniska już prawie nie widać i tak właśnie sobie uświadomiłam w jak głupi sposób ludzie giną w górach. Jak można być tak nieodpowiedzialnym i głupim. Burza śnieżna dogoniła nas tuż przy samym schronisku, 300m zajęło nam prawie 30min. Już w środku, już bezpiecznie.

Jak się okazało po godzinie  nie tylko my mieliśmy ten szalony pomysł, aby wspiąć się na Tubkal w takich warunkach. Dwóch Marokańczyków, a zaraz po nich angielska rodzina z przewodnikiem. Ulżyło nam strasznie, że nie będziemy sami w drodze powrotnej. Całą noc wiało i sypał śnieg - a my tylko pod jednym śpiworem.

Z samego rana po śniadaniu cała grupa ruszyła w drogę powrotną - warunki nie pozwalały na wejście na szczyt. Ścieżki były zasypane, więc pewnie sami nie dalibyśmy rady wrócić, ale na szczęście doświadczony przewodnik i jego kompanija potrafili nas wyprowadzić z tych opałów. Na dole było jakieś 20 stopni, aż trudno uwierzyć, że tak wielka różnica. Piękne słoneczko, a jeszcze godzinę temu brnęliśmy w śniegu po kostki i sypał śnieg.  Daliśmy pieniążki dla przewodnika w podziękowaniu za bezpieczną drogę i wraz z dwójką nowych znajomych - Marokańczyków - poszliśmy do miejscowego baru na miętową herbatę. Już dzień wcześniej zaoferowali nam, że zbiorą nas z powrotem do Marakeszu swoim samochodem, więc odwołałam naszego przemiłego taksówkarza. Wróciliśmy do naszego obskurnego hotelu, prysznic, obiad i pakujemy się - wracamy do domu.


Opuszczaliśmy Maroko z wielkim niedosytem - cel podróży nie został osiągnięty, ale oboje  byliśmy pewni - JESZCZE TU WRÓCIMY!

Kiedy jechać

My byliśmy pod koniec października i warunki były ciżkie. Najbardziej polecam wrzesień.

Cło i wizy

Wizy wydawane są bez problemu podczas kontroli paszportowej na lotnisku i są bezpłatne.

Ludzie

Wiele osób korzystało z pomocy przewodnika, ale trasa jest dosyć prosta, polecam jednak dobrze poczytać i zbadać teren przed wyjazdem.

Co warto zabrać

Na pewno ciepłe ubranie i śpiwór.
Musisz się zalogować, aby dodać komentarz, zarejestruj się jeśli jeszcze nie masz konta

busy
 
Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

Boo

Boo jest z nami od: Piątek, 1 Styczeń 2010.

Zobacz inne relacje tego podróżnika


Zobacz fotki z wyprawy

Ostatnie zdjęcia

Ostatnie albumy

Co się działo

56 miesięcy temu
multiarte Dodał nowe ogłoszenie
57 miesięcy temu
 
Facebook API keys need to be provided to have Facebook connect work